Polcon metropolitalny

17 KB Spotkanie Tomka Kołodziejczaka (z lewej) z Maciejem Parowskim (z prawej). Pośrodku Michał Młotek.
 

Chciałbym przystąpić do raportu pokontrolnego z imprezy, która zgromadziła upiory, czarownice, UFO no i oczywiście nas, fanów oraz twórców SF i fantasy. Z góry chcę też przeprosić za długość raportu i pewien chaos, który na pewno w nim wystąpi, ale jestem pod wrażeniem. Nie ukrywam, że był to dopiero drugi mój konwent, więc porównań siłą rzeczy nie będzie, a i zachwyciły mnie rzeczy, które dla innych zachwycające mogły nie być. Zatem: w głośnikach Rammstain, klawiatura w łapę i jechane.

W czwartek zlądowałem na konwent o godzinie 17:30, ale na spotkanie z Anią Brzezińską na temat zwierząt fantastycznych i rzeczywistych w średniowieczu nie wszedłem (sala nabita na maksa, fanowie chyba coś przeczuwali). Stojąc w drzwiach łowiłem uchem strzępki jeno toczonej dyskusji, ale dotrwałem do końca. Przy okazji: z lewej strony miałem Andrzeja Zimniaka, zaś z prawej Macieja Parowskiego, no i poczułem się swojsko: pisarz i rednacz ramię w ramię z szarym fanem. Potem pierwszy z wielu dylematów: Konrad Lewandowski czy dyskusja Tomka Kołodziejczaka z MP. Wybrałem to drugie i byłem trochę rozczarowany. Odniosłem bowiem wrażenie, że Parowski - okopany na swej pozycji co do roli literatury sf (sztuka czy rozrywka) - nie dopuszczał do siebie rzeczowych argumentów, a po drugie bardzo chyba kocha słuchać brzmienia swego głosu. Rzadko kogo dopuszczał do dyskusji, niestety. Ale, pomyślałem, pierwsze koty za płoty. Następnie Janusz Alex Urbanowicz wygłosił ciekawy wykład o nanotechnice - niestety pozbawił mnie złudzeń co do możliwości zastosowania nanomechanizmów w możliwej do przyjęcia przeze mnie przyszłości - chlip, chlip. Wierzyć pozostaje, że może zdarzy się jakiś przełom? O 20:00 miało miejsce oficjalne otwarcie konwentu w klubie Proxima, gdzie po części oficjalnej udało mi się złowić na krótkie dyskusje RAZ-a i Tomka Kołodziejczaka, zaś Jacka Inglota i AS-a na dłuższe (tego ostatniego udało się zaprosić nawet do stolika).

 
19 KB Spotkanie z redakcją Fantoma. Od lewej: Prowadząca Madzia, Tomek Kołodziejczak, Jacek Drewnowski i Artur Szrejter

Piątek rozpocząłem od spotkania z Tomkiem Kołodziejczakiem - jak dla mnie świetny pisarz i rewelacyjny człowiek. Opowiedział o swojej twórczości przeszłej, planach na przyszłość i nowościach tj. Złapanym w światła i najlepszym polskim fanzinie Fantom. Obie pozycje są oczywiście świetne i do nabycia na stoisku na dole. Tomek autoreklamę ma opanowaną do perfekcji. Za każdym razem gdy mówił o najlepszym polskim fanzinie (oczywiście do kupienia na dole) lub o swoich książkach (część do kupienia na dole), to nawet po dwudziestym takim tekście w ciągu godziny publika nie sarkała. To chyba jego niewymuszony wdzięk i urok osobisty. Że nie wspomnę o inteligentnym wyrazie twarzy. Potem przemknąłem na spotkanie z literaturą cyberpunkową, a godzinę później zasiadłem przed Arturem Szrejterem (pierwsza moja reakcja - kurde, to takie młode ludzie te pisarze?). Artur ciekawie powiódł dyskusję na temat picia, zabaw, picia i uczt, wypraw wojennych i picia, no i oczywiście seksu i picia w dawnych czasach (Słowianie i Germanie). Było śmiesznie i pouczająco. Następnie przemknąłem chyłkiem do sali gdzie Robert Lipski, tłumacz Kinga, opowiedział o Kingowskich apokalipsach: tych jednostkowych, nieco większych i całkiem dużych. Ponieważ Kinga lubię, bawiłem się przednio. A tak swoją drogą, Robert momentami bardzo mi Kinga przypominał. Po godzinie, nie zmieniając sali, posłuchałem Tomka Kołodziejczaka, Jacka Drewnowskiego i Artura Szrejtera (RAZ gdzieś się zawieruszył), którzy opowiedzieli jak zrobić najlepszy polski fanzin. Czasami śmiesznie, czasem bardzo poważnie mówili, jakie trudności obiektywne piętrzą się przed ludźmi chcącymi zrobić dobry i długowieczny fanzin. O tych trudnościach wspomniał też Konrad Wągrowski ostatniego dnia konwentu mówiąc o Framzecie. Oczywiście TK nie zapomniał zaznaczyć, że najlepszy polski fanzin można kupić na stoisku na dole (wszystkie numery). Nie wiem jak inni, ale ja poczułem się tak zindoktrynowany, że kupiłem Fantoma co do jednego numeru (oczywiście na dole). I nie żałuję wydanych pieniędzy. Oczywiście ta refleksja przyszła po lekturze Fantomów. Następnie pomknąłem na spotkanie z Jackiem Inglotem, bom srodze był ciekaw "pieprzonego losu fantasty". O Dicku Philipie Kindredzie było mało, gdyż Inglot skoncentrował się na polskich realiach. Wieszczył kiej Kasandra koniec polskiej fantastyki; powód - książek sprzedaje się tak mało, a autorzy zarabiają na pisaniu tak nędznie, że albo zaczną robić kasę na czym innym i przestaną pisać, albo będą pisać aż padną z wycieńczenia. Inna sprawa, że w Polsce faktycznie z pisania wyżyć się nie da (Sapkowski i Łysiak to jedyne znane mi wyjątki) i że twórca na pisanie ma czas tylko po pracy zawodowej i zarobkowej (ten z kolei motyw przewijał się na kilku innych spotkaniach). Wierzę jednak, że polscy pisarze są tak oddani temu, co robią, i tak cenią i szanują swych fanów, że nie zarzucą pisania. Na sam koniec prowadzący Inglot na otarcie łez dostał od Piotra Raka nagrodę - taką małą, cichą nagrodę - z tego, co dojrzałem była to statuetka Oskara. Zgromadzeni nagrodzili Inglota rzęsistymi brawami.

17 KB Ela Gepfert i Witek Szaman Siekierzyński
 

Po tym punkcie dnia - jako że, w odróżnieniu od organizatorów Polconu, nie jestem stworzeniem mogącym się obejść bez odpoczynku, jedzenia i kawy - zrobiłem sobie przerwę. A o 18:00 Marek Oramus najpierw zganił Szamana za brak napoju fandomu tj. piva na Polconie (na terenie, gdzie odbywał się Polcon obowiązywała całkowita prohibicja), następnie zaś wygłosił prelekcję na temat Apokalipsy. Ale nie takiej sobie, zwykłej apokalipsy jeno Apokalipsy na 12 sposobów - od zagłady na skalę kosmiczną po przeludnienie i zanieczyszczenie. Kto nie był, spokojnie, wkrótce rzecz wydrukuje pewne bardzo znane czasopismo kobiece o wielotysięcznym nakładzie. Dalej Ewa Białołęcka najpierw zganiła organizatorów za zamieszanie (temat jej wystąpienia w informatorze nie był do końca zbieżny z tym, o czym Ewa rzeczywiście mówiła) oraz za brak rzutnika czy innego epidiaskopatu. A potem bardzo ciekawie opowiedziała nam o wilkołakach w czasach dawnych i całkiem bliskich oraz o bardziej racjonalnych źródłach wilkołactwa. Nie wiem, jak inni, ale mnie puszczone po sali zdjęcia srodze zdumiały. Następnie spotkanie z Małgorzatą Michalską, autorką Zielonego Miasta. Niewiele mogę powiedzieć, bo prawie mdlałem ze zmęczenia. Na koniec dnia 2001: Odyseja Śląska czyli wszystko o ŚKF. Mówili wszyscy ze szczególnym uwzględnieniem Piotra W. Cholewy i Piotra Raka. Wtedy to też oczom mym modrym objawiło się zjawisko o nazwie Ela Gepfert (znaczy się widziałem ją wcześniej, gdyż rozmawialiśmy na korytarzu o głosowaniu na nagrodę Zajdla i o zorganizowaniu w 2001 Polconu na Śląsku, ale wtedy nie dojrzałem na identyfikatorze z kim rozmawiam). Urocza kobieta o przepięknym, gardłowym "r". Jak byśmy pokazali mainstreamowcom, że takie kobiety kochają sf, to byśmy się na konwentach nie pomieścili i od głównonurtowców nie opędzili. Ale do ad remu - mówiono o pionierskich czasach fandomu, zakładaniu pierwszych klubów, zinów, gazet, kłopotach z bezpieką i cenzurą, przeprowadzkach, organizowanych konwentach i wielu innych rzeczach. Króciutki konkurs wiedzy o ŚKF wygrał Artur Szrejter, drugi był Zbyszek Żygadło - Zigzag, zaś trzeci Lesław Olczak, jeżeli dobrze dojrzałem - pora późna, a radosny rozgardiasz niczym w przedszkolu. I w tym momencie zrozumiałem, dlaczego tak dobrze czuję się na konwencie - nie ma co, złowiliście mnie. Ale żalu nie mam i urazy nie czuję, a wdzięczność jedynie. Aha, poczęstowano nas, uczestników, słodyczami. Bardzo, ale to bardzo udane spotkanie i gdyby nie konieczność opuszczenia gościnnych progów MIMUW-u, pociągnęło by się pewnie do rana.

 
17 KB Spotkanie z Rafałem A. Ziemkiewiczem (z prawej) prowadzi Konrad wągrowski

W sobotni poranek organizatorzy zaczęli z wysokiego C - od dwugodzinnego spotkania z Andrzejem Sapkowskim. Część osób w trakcie spotkania wyszła, dużo więcej weszło - ja bawiłem się dobrze. Co by o AS-ie nie mówić, opowiada w sposób zajmujący i dowcipny. No i dostałem autograf. Potem krótka przerwa na śniadanie i kawę (błogosławieni, którzy częstują kawą o poranku) i huzia na spotkanie prowadzone przez "listowiczów": Joannę Czaplińską, Konrada Wągrowskiego i Wojtka Orlińskiego o utopiach i antyutopiach. Dyskusja arcyciekawa, niestety sporej części nie złapałem - Wojtek musi mówić wolniej. Po godzinie arcyciekawy panel tłumaczy - Iwona Żółtowska, Agnieszka Sylwanowicz, Piotr W. Cholewa i Robert Lipski mówili o pracy tłumacza, trudnościach i dylematach jak tłumaczyć (odbijać piętno tłumacza na tłumaczonym dziele czy być transparentnym). Cały czas ciekawie i zajmująco, a przede wszystkim bez wycieczek osobistych, co pozwoliło utrzymać wysoki poziom dyskusji. (Dobrze, że tak się stało, bo ile można flekować fatalnie tłumoczących tłumaczy). Wnioski: dla PWC tłumacz to rzemieślnik (bez pejoratywnych skojarzeń), Iwona Żółtowska walczy z tłumaczonym dziełem, Agnieszka Sylwanowicz traktuje przekładaną książkę jak przyjaciela, zaś Robert Lipski stara się oddać w tłumaczeniu klimat i uczucia jakie wywołał w nim oryginał podczas pierwszej lektury. Rozwiązano też przeprowadzony wcześniej konkurs translacyjny dla uczestników konwentu - wygrała, o czym z przyjemnością donoszę, moja krajanka ze wschodu, Agnieszka Szady. Było bardzo ciekawie, bardzo pouczająco i bardzo śmiesznie, zwłaszcza kiedy przeczytano niektóre z propozycji tłumaczeń znanych tytułów dokonane przez uczestników spotkania (Phantom Menace - Cień F4, Another one bites the dust - Jeszcze jeden gryzie ziemię, i najlepsze: We will rock you - Skamieniejesz). Następnie w te pędy na Ziemkiewicza - mówił ciekawie o sobie, pisaniu, karierze, środkach utrzymania, najlepszym polskim fanzinie (do kupienia na dole). Dzielnie i wielce ubawnie sekundował z sali Tomek Kołodziejczak. Kolejny punkt programu - czy autorzy gardzą fandomem poprowadzony przez Tomka i Elę Gepfert. Włączyli się w trakcie RAZ, Andrzej Drzewiński, Andrzej Zimniak, Ania Brzezińska i "nowa" wśród pisarzy sf, Krystyna Kwiatkowska, nominowana do Zajdla za Prawdziwą historię Morgan Le Fay i Rycerzy Okrągłego Stołu. Tej ostatniej dziękuję za felieton w najlepszym polskim fanzinie pt. Salon i getto, którego świetny fragment zacytowała Ela Gepfert:

[o głównonurtowcach] Pisarz jest tylko pisarzem i w skrytości ducha marzy o czytelniku, który przejedzie trzy przystanki, byle tylko dokończyć rozdział. A mieć własny klub fanów, grupę dyskusyjną w Inernecie? Stać się "zjawiskiem kultowym"? W głównym nurcie jest na to pewna szansa: umrzeć tragicznie, najlepiej śmiercią samobójczą. Tak zrobił Stachura. A Tolkien nie musiał.

Nic dodać, nic ująć - zdrowy, rozsądny głos w dyskusji - pchać się na siłę do mainstreamu, nadskakiwać mu, łasić się, czy dalej robić swoje, nie przejmując się gadaniem o "getcie fantastycznym". Dla mnie getto to nie my a "oni". A sztuczne kreowanie "gwiazd" i pompowanie nakładów przy pomocy różnych nagród nagłośnionych z pomocą "przekaziorów" uważam za praktykę żałosną. No, chyba że ze względów marketingowych potrzebna jest gwiazda jednego sezonu. Tylko po co? Co z tego, że sprzeda się 100 tysięcy sztuk książki, gdy przeczyta ją 5 tysięcy, a reszta postawi na półkę, bo wypada przecież ją mieć w domu. A takiego nierozreklamowanego Kołodziejczaka, Ziemkiewicza czy Brzezińskiej sprzeda się 3 tysiące ale przeczyta to 25-30 tysięcy osób. Moje Kolory sztandarów przeczytało 6-8 osób, Czerwone dywany, odmierzony krok tyleż samo, Sapkowskiego - pół akademika, że o Tolkienie nie wspomnę. Pisarze są potrzebni nam, fanom, zaś my jesteśmy potrzebni im, bez siebie nie istniejemy. I nikt nikim nie gardzi. Po tym, dla mnie chyba najciekawszym spotkaniu, niespiesznym krokiem przemieściłem się w stronę Proximy na rozdanie nagród im. Janusza Zajdla. Najpierw odbył się konkurs strojów - wygrało dziecko-wampir. Rozdano nagrody dla zwycięzców konkursów odbywających się w czasie trwania konwentu, wręczono po raz pierwszy nagrody Konfederacji "Rassun" i wreszcie clou programu - nagroda Zajdla. Nominowani, werble, jeszcze raz werble i wreszcie zwycięzcy: powieść - Walc stulecia Rafała A. Ziemkiewicza, opowiadanie - A kochał ją, że strach Ani Brzezińskiej. Statuetki, zdjęcia, owacje, "Sto lat", znów owacje i znów "Sto lat". Nagrody wręczyła Jadwiga Zajdel. I w końcu, niestety, oficjalne zamknięcie konwentu. Szkoda, szkoda.

22 KB Przy urnie do głosowania: Janusz Piszczek, Andrzej Miszkurka i Anna Brzezińska
 

W niedzielę zahaczyłem o Fantastyczny internet i spotkanie listowiczów sf-f bo chciałem - do cholery - w końcu na własne oczy zobaczyć, jak wyglądają ludzie, których od 4 miesięcy czytam. O dziwo, wyglądali bardzo normalnie. O 13:00 opuściłem teren MIMUW-u, Polcon '99 przeszedł do historii. Z przyczyn obiektywnych nie wspomniałem o spotkaniach na których nie byłem: Lewandowski, Lech Jęczmyk, Eugeniusz Dębski, Andrzej Zimniak, Krzysztof Boruń, Andrzej Pilipiuk, Tomasz Sętowski, Jacek Komuda, Wojciech Siudmak długo by jeszcze wymieniać. Były RPG, LARP-y, gry strategiczne i karcianki (rządził oczywiście M:tG). Był też internet, z braku kina - sala wideo (najsłabszy według mnie punkt Polconu) oraz stoiska z książkami i najlepszym polskim fanzinem. Tygodnia byłoby mało, żeby opisać wszystko, co przygotowali dla nas organizatorzy (prawie 100 spotkań!). I ostatnie słowo właśnie o organizatorach - duże, co ja mówię, ogromne podziękowania za robotę, którą wykonali po to, żebyśmy mogli się przez 4 dni bawić. A już szczytem był Szaman, którego ponoć widziano w tym samym czasie w kilku miejscach (klony czy sobowtóry?). Dwoił się i troił i dawał z siebie wszystko. No i oczywiście - w tempie, którego mogłyby mu pozazdrościć modelki na pokazie mody - zmieniał stroje: organizatorski na garnitur i na odwrót. Podziękowania i słowa uznania należą się wszystkim organizatorom i gżdaczom. Jedną mam tylko uwagę do organizujących konwenty - przed imprezą sprawdźcie jak pracują zawiasy w salach, w których będą odbywać się spotkania. I na wszelki wypadek i tak je przesmarujcie olejem, coby nie skrzypiały. Do zobaczenia na następnym konwencie.

Radek "Peace III" Teklak


Miesięcznik 117 (18.09.99)
http://ux1.math.us.edu.pl/~pcholewa/monthly/iss117/mies.htm