Pokaz Bardzo Złych Filmów


Dawno już nie pisałem sprawozdań z framlingowych pokazów filmowych, ale ten niedzielny był tak wyjątkowy, że zasługuje na obszerniejszą relację. Otóż - wreszcie udało się zorganizować pokaz Bardzo Złych Filmów sf. Wszyscy uczestnicy pokazu zostali ostrzeżeni i przyszli na pokaz na własną odpowiedzialność. Na szczęście ofiar w ludziach nie było.


Ja, w ramach uodporniania się, obejrzałem wcześniej na TV4 odcinek słynnego serialu "Nowe przygody Robin Hooda". Był to odcinek z kosmitą. Ten sam, w którym kosmita ucząc się języka ludzi, czerpie tę wiedzę z umysłu Marion, po czym jej wyjaśnia, że pochodzi "z planety odległej o setki lat świetlnych, w innym kwadrancie Galaktyki". A później upuszczony pistolet laserowy (tak go nazywa kosmita) jest podnoszony przez Braciszka Tucka, który natychmiast niszczy z niego lecącą strzalą. Po tym myślałem, ze już nic gorszego mnie tego dnia nie spotka. Jakże się myliłem!


Pokaz rozpoczęliśmy od filmu "Lodowi piraci". Wszyscy uczestnicy pokazu powstrzymali się, aby go nie oglądać wcześniej na TVN. Co nie znaczy oczywiście, że w innym wypadku by go oglądali...


Film okazał się gorszy niż wszyscy mogli się spodziewać. Tragiczne jest to, że TVN pokazała go w godzinach największej oglądalności (piątek 20:30), w paśmie o tytule "Superkino". Możemy sobie przekonywać latami, że fantastyka to nie jest coś gorszego, to rozrywka inteligentna i ambitna, a wystarczy jedna taka emisja, żeby to wszystko poszło w diabły... Czy to się nie kwalifikuje na Złotego Meteora?


Następną pozycją programu był głośny "Plan 9 from Outer Space". Jednak pokaz właściwego filmu został poprzedzony emisją filmu Tima Burtona "Ed Wood" o reżyserze tego i wielu innych arcydzieł fantastyki i horroru. Okazało się to bardzo dobrym pomysłem 1. Dzięki temu (całkiem niezłemu, zresztą) filmowi dowiedzieliśmy się dlaczego w "Plan 9..." wskrzeszony mężczyzna zawsze zasłania twarz (bo Bela Lugosi już nie żył i trzeba było podstawić kogoś innego), dlaczego kosmici nie mają antenek (bo nie licowało to z godnością Władców Galaktyki), dlaczego scena, gdy komisarz wydostaje się z grobu jest gwałtownie przerwana (bo Tor Johnson nie mógł się wygrzebać). Wiedzieliśmy, kiedy spojrzeć, czy wykładzina symulująca trawę się nie przesuwa i zwracaliśmy uwagę na błyskawiczne zmiany pór dnia - policja jedzie samochodem za dnia, dojeżdża i jest noc, potem znów dzień. etc.


Muszę się przyznać, że w życiu takiego filmu nie widziałem. Ludzie biegnący przez cmentarz potrącają krzyże, które się kołyszą. W lesie widać cienie postaci rzucane na ścianę studia. Postać w grobie zapala w ciemności zapałkę, a jej cień pada z zupełnie innej strony. Pięć razy powtórzona jest dokładnie ta sama scena wychodzenia z lasu Lugosiego, która ma symulować pięć rożnych sytuacji. Gdy jadą policjanci, zawsze jest pokazany ten sam przejazd samochodu (o ile się nie mylę zawsze z Torem Johnsonem w środku, choć później już nie żyje). Przez okno statku kosmicznego widać chmurki na błękitnym niebie, choć akcja dzieje się w nocy. No i ta niesamowita (niesamowicie oszczędna) scenografia wnętrza spodka i kokpitu samolotu (pomieszczenie z kotarą)! A jakie efekty specjalne! (choć może jak na rok 1958 to jeszcze nie najgorsze).


Scenariusz filmu też był niczego sobie. Błyskotliwe połączenie horroru z sf. ;-) Ogólny aplauz wzbudziło opisanie nowej broni, która powoduje wybuchanie światła słonecznego, co może zniszczyć cały Wszechświat.


Uroczy film. Naprawdę przyjemnie się go oglądało. ;-)


Aha, jeszcze jedna ciekawostka - nie wszyscy chyba wiedzą, że za rolę Beli Lugosiego w filmie "Ed Wood" Martin Landau otrzymal Oscara.


O ile mi wiadomo nikt nie poniósł trwałego uszczerbku na zdrowiu (psychicznym ) po pokazie. Choć Olgierd Moczulski chyba do dziś dochodzi do siebie. ;-)


Na koniec chciałbym złożyć specjalne podziękowania dla Pauli i Pawla Ziemkiewiczów za udostępnienie nam kasety z filmem "Plan 9 from Outer Space".


Konrad R. Wągrowski
Framzeta: http://framzeta.art.pl


1 Moim. ;-)


Bela Lugosi is dead.
What about you?



Powrót